Jedynym sposobem żeby móc powiedzieć co nas boli i żeby ta druga osoba nie uciekła jest rozpoczęcie tematu jadąc autem. Myślałam ze lepsza jest rozmowa niż opcja z wyskakiwaniem z rozpędzonego samochodu wprost na ulice. Myliłam się. Tym razem ja kierowałam. Ja zaczęłam temat. Ja rozdrapałam strup, który bardzo,, ale to BARDZO swędział. Leje się krew i nie mam czym jej zatamować. Za bardzo skupiłam się żeby usunąć problem, który widzę tylko ja. Zastanawiam się co raz częściej czy moze przyjmą mnie na psychiatrii z tym oto przypadkiem. Widzę coś czego nie ma? Pojawiała się nadzieja, że to może ze mną jest coś nie tak i wystarczy to w jednej sekundzie zmienić... ale potem znikała i widziałam bardzo smutną i bezbarwną rzeczywistość. Ogromnie szkoda mi, że rozmowa musiała odbywać się w klatce.
Klatka chyba już jest otwarta... a ja nie mam skrzydeł.
Dochodzę do wniosku, że niektórzy ludzie po prostu nie lubią używać mózgu. Głośno im tego nie powiem.. bo nie wypada. Aczkolwiek miałam już wizję, że im to mówię..ale zaraz po tym dzieją się straszne rzeczy. Prawie dantejskie sceny. Więc ponownie gryzę się w język. Ugryzłam się tak mocno, że pamiętam ten ból przy następnej okazji. Opłaca się być porządnym ? A może lepiej jest tym ludziom powiedzieć i uchronić ich przed głupotą. Jestem samolubem. Ugryzę się raz jeszcze.
1. Masz skrzydła tylko boisz się ich użyć. Boisz się, że nie umiesz już latać (a to jak z rowerem - nie zapomina się)
OdpowiedzUsuń2. Podejrzewam, że decyzje podjełaś, tylko nie masz odwagi wcielić jej w życie, bo przewróci je o 180 stopni.
"Życie może być jak lunapark, miej odwagę by nacisnąć start"